Dziś bardzo szczery wpis, zupełnie inny od tych, które tworzę na co dzień, czyli prostych instrukcji i poradników pisanych pod SEO. Postaram się Ci doradzić, co robić w przypadku uczucia braku pomysłu na siebie. Od razu zaznaczę, że nie jestem żadnym coachem ani psychologiem – problem z niewiedzą na temat tego, co chcę robić w życiu, znam z autopsji.

Podzielę się więc z Tobą moimi doświadczeniami i wnioskami, z których mam nadzieję, wyciągniesz coś dla siebie.

Brak pomysłu na siebie – moja historia

Baner z ebookiemOdkąd pamiętam, moją przyszłość zawodową próbowała zaplanować za mnie rodzina, a szczególnie moja babcia. Była kochająca i troskliwa, ale wywierała na mnie ogromną presję. Marzyło jej się, żebym została pianistką i nauczycielką gry na fortepianie. Uważała, że byłby to duży prestiż, ponieważ jak powtarzała: „nie każdy może być artystą”. Nie chodziło więc o to co ja chcę robić w życiu, tylko o to, co pomyślą inni i jak będę postrzegana.

Gdy miałam około 7 lat, podobała mi się wizja mnie jako koncertującej artystki. To nie tak, że rodzice na siłę wpychali mnie do auta i zawozili do szkoły muzycznej. Po jakimś czasie jednak podświadomie zaczęłam czuć, że to nie dla mnie.

Szkoła muzyczna bardzo mnie stresowała – wychodzenie na scenę, ciągłe oceny „jury”, które składało się z rywalizujących ze sobą nauczycielek i koncerty przed moją rodziną, dla której istotne było tylko to, żebym się nie pomyliła – to było dla mnie za dużo. Do tego doszedł jeszcze mobbing jednej z nauczycielek teorii. Nieraz przed zajęciami bolał mnie brzuch i wymiotowałam ze stresu. Wspomnę, że byłam wrażliwym dzieckiem i przez te doświadczenia na długi czas straciłam wiarę w siebie i w to, czy w ogóle coś potrafię.

Brak pomysłu na siebie stanowił konsekwencję mojej nieumiejętności mówienia „nie”

Nie umiałam się zbuntować i twardo powiedzieć „nie”. Przez to przez 12 lat trwałam w miejscu, w którym nie chciałam być i robiąc to, co z pewnością nie było moją pasją.
Ocknęłam się w dopiero drugiej klasie liceum po śmierci mojej babci. Stwierdziłam, że nie chcę aplikować na studia na akademię muzyczną i zakończę edukację artystyczną po uzyskaniu dyplomu szkoły muzycznej. Wiedziałam, że dyplom do niczego mi się nie przyda, ale nie chciałam zawieść mamy.

Pojawiła się jednak nagła panika, bo nie wiedziałam, co innego mogłabym robić. Zupełnie nie miałam pomysłu na siebie ani żadnych zainteresowań, bo dotychczas całe popołudnia spędzałam w szkole muzycznej. Nigdy też nie zastanawiałam się nad tym, co tak naprawdę lubię robić. Wydawało mi się zresztą, że to, co sprawia mi przyjemność, nie jest istotne – w końcu praca miała być prestiżowa i przynosić pieniądze.

Po raz kolejny popełniłam ten sam błąd, czyli zdałam się na wybór mojej rodziny. Marzyłam o zrobieniu sobie przerwy w nauce, wyjechaniu za granicę, poszerzeniu horyzontów, ale rodzice nie chcieli nawet o tym słyszeć. Tata uznał, że ochrona środowiska wydaje się być przyszłościowym i interesującym kierunkiem. Ja, z wdzięcznością, że ktoś podjął za mnie trudną decyzję dotyczącą mojej przyszłości, aplikowałam właśnie na takie studia.

I tak przez kolejne 5 lat uczyłam się czegoś, z czym zupełnie nie było mi po drodze. Nigdy nie lubiłam nauk ścisłych i zawsze sprawiały mi one trudność. Studia z ochrony środowiska opierały się głównie na nauce chemii, biologii, matematyki, fizyki, geografii i geologii.
Spośród wyżej wymienionych przedmiotów lubiłam jedynie biologię, ale nigdy też nie pałałam do niej szczególną miłością.

Już będąc na studiach, zdałam sobie sprawę z tego, że nie widzę po nich swojej przyszłości. Liczba wakatów w urzędach była ograniczona. Z kolei na stanowisku inspektora do spraw ochrony środowiska w prywatnej firmie bym sobie nie poradziła, bo pracodawcy oczekiwali konkretnych umiejętności. Tych oczywiście nie miałam, bo temat zupełnie mnie nie interesował i nie chciałam zdobywać dodatkowej wiedzy. Po licencjacie chciałam zrezygnować ze studiów i wyjechać, ale znów uległam presji rodziców i grzecznie poszłam na magisterkę.

Kryzys i brak pomysłu na siebie okazał się dla mnie szansą od losu

Po studiach długo szukałam pracy i imałam się różnych prac dorywczych. Podjęłam nawet próbę rozkręcenia swojego biznesu, który również nie opierał się na tym co lubię i na czym się znam (była to szkoła tańca), tylko jak wtedy mi się wydawało, niezajętej niszy. Po dwóch latach musiałam zamknąć firmę, ponieważ była nierentowna. Wtedy wydawało mi się to porażką. W rzeczywistości okazało się, że była to najlepsza życiowa szansa, jaką otrzymałam.

Z uwagi na to, że nie miałam pieniędzy na korzystanie z usług firmy pozycjonerskiej, sama uczyłam się podstaw SEO. Pisałam treści pod wyszukiwarki na swoją stronę internetową, by pozyskiwać klientów. Choć nie uratowało to mojej firmy przed upadkiem, pozwoliło mi odnaleźć życiową pasję i otworzyło nowe drzwi na drodze zawodowej. Znalazłam pracę w branży, o której istnieniu wcześniej nie słyszałam, a która okazała się tą jedyną. Zajęłam się content marketingiem i tworzeniem tekstów SEO. Później dzięki pracy na etacie i wiedzy, którą na nim zdobyłam, założyłam swojego bloga, na którym zarabiam.

Brak pomysłu na siebie – co robić? Najważniejsze kroki

Podzieliłam się z Tobą swoją historią (wybacz, że przydługą), by pokazać Ci, że wątpliwości na drodze zawodowej to Twoja szansa na ruszenie ze skrzyżowania. Nie ma nic złego w przebranżawianiu się i próbowaniu nowych rzeczy, wręcz przeciwnie – jest to najlepszy sposób na rozwinięcie się. Nie wiadomo z jakich przyczyn w naszym kraju utarło się przekonanie, że należy znaleźć sobie jedną stabilną pracę na całe życie i trwać w niej do emerytury z dewizą „byle do piątku”. Jest to absolutna nieprawda.

Poniżej wypisałam najważniejsze rzeczy, które według mnie warto zrobić w przypadku poczucia braku pomysłu na siebie.

1. Przypomnij sobie, co lubiłeś robić i wyrzuć z pamięci oceny nauczycieli

Postaraj się wrócić do dzieciństwa i czasów szkolnych. Pamiętasz jakie zajęcia lub przedmioty sprawiały Ci największą przyjemność i co lubiłeś najbardziej? Gdy ja wracam pamięcią wstecz, mogę śmiało stwierdzić, że było to pisanie opowiadań na zajęciach z języka polskiego, siatkówka i angielski. Najbardziej uwielbiałam, gdy polonistka zadawała nam temat pracy pisemnej i kazała nam ją skończyć na lekcji. Czułam wtedy przyjemny dreszczyk emocji. Nie byłam najlepsza, nie miałam samych piątek, nigdy też nie wygrałam żadnej olimpiady. Sądziłam, że przez to nie mogłabym żyć z pisania i odłożyłam marzenia na bok. Dziś jednak robię to co lubię i wiem, że oceny nauczycieli nie miały żadnego znaczenia. Jeśli więc i Ty masz blokady spowodowane traumami szkolnymi, ocenami i komentarzami nauczycieli, od razu je zignoruj. Ich opinie nie mają żadnego znaczenia i nie definiują tego, kim możesz zostać, a kim nie. Ludzie, którzy Cię uczyli, prawdopodobnie nie mieli nawet wystarczających kompetencji i umiejętności, by Cię oceniać.

2. Przestań słuchać opinii innych i odważ się podejmować własne decyzje

Nie słuchaj rad wszechwiedzących znajomych i członków rodziny. Nie zwracaj uwagi na to, które zawody i zajęcia są według nich godne podziwu, a które nie. Nie zrozum mnie też źle – nie twierdzę, że ludzie z Twojego otoczenia nie chcą dla Ciebie dobrze. Zapewne jest wręcz przeciwnie i chcą dla Ciebie jak najlepiej. Jednak nie mają oni kompetencji do tego, by wybierać Ci zawód i narzucać sposób na życie.

Zastanów się, na jaką pracę byś się zdecydował, gdybyś mógł wybrać każdą. Wsłuchaj się w siebie i na kartce papieru dokładnie opisz, co tak naprawdę chciałbyś robić. Wypisz też rzeczy, których robić nie chcesz. Kieruj się swoimi pragnieniami i intuicją. Przestań sobie wmawiać, że się do czegoś nie nadajesz lub że są od Ciebie lepsi.

Ja na przykład na swojej kartce napisałam, że chciałabym żyć z pisania i nie współpracować z ludźmi. 🙂

3. Nie przejmuj się wiekiem

Kolejną rzeczą, która wiele osób blokuje, jest wiek i strach przed tym, że nie zdążą już osiągnąć tego, co sobie wymarzyli. Zwykle wśród osób pracujących na etacie panuje dziwne przeświadczenie, że po jakimś roku życia (dla każdego innym) jest za późno na rozwój i należy już tylko pracować na emeryturę. Na wielu przykładach można udowodnić, że wszystko tak naprawdę siedzi w głowie. A w zasadzie jest efektem wpajania do głów utartych i nieprawdziwych przekonań.

Niejeden trzydziesto- czy czterdziestolatek jest zdania, że przez to, że wybrał złą uczelnię, w sferze zawodowej nic już nie osiągnie. W tym samym czasie gdzieś jakiś siedemdziesięciolatek zakłada biznes lub zostaje prezydentem. Jak to możliwe?

4. Zacznij działać i nie wywieraj na sobie presji, a zobaczysz, że niemożliwe stanie się możliwe

Gdy już mniej więcej zdecydujesz, w jakim kierunku chciałbyś się rozwijać, czas zacząć działać. Zacznij robić cokolwiek – zapisz się na kurs doszkalający, dopracuj i powysyłaj CV, załóż bloga tematycznego lub profil w social mediach. Rób to, co podpowiada Ci intuicja, ale nie skupiaj się na celu. Nie wywieraj na sobie presji i dbaj o to, by być wypoczętym. Masz tyle czasu ile Ci potrzeba.

Nie zajmuj sobie głowy tym, czy i kiedy osiągniesz cel i nie narzucaj sobie terminów, bo wtedy go od siebie oddalisz. Działaj dla samego działania, a wtedy zwiększysz prawdopodobieństwo sukcesu. Zobaczysz, że gdy po prostu zaczniesz działać, bez żadnych oczekiwań, nowe szanse po pewnym czasie pojawią się same.

5. Wyrzuć ze słownika słowo „porażka”

Kolejne błędne przekonanie, jakoby nieudane projekty, biznesy czy inne próby rozwoju były porażkami. Zauważ, że zupełnie inne podejście mają najwięksi światowi liderzy. Google niemal każdego roku próbuje wdrażać nowe pomysły, z których na stałe przyjmuje się tylko kilka. Więcej na ten temat możesz przeczytać tutaj.

Jak wspomniałam w opisie mojej historii, przez jakiś czas sama uważałam za porażkę zamknięcie mojej pierwszej firmy. Później okazało się, że była to życiowa szansa i dar od losu. Wystarczyło tylko poszukać znaków.

Teraz już wiem, że nie ma czegoś takiego jak porażka, są tylko nowe doświadczenia i lekcje. Ewentualnie porażką można nazwać stanie w miejscu.

6. Czytaj Zelanda

Rzadko polecam jakiekolwiek książki, a zwłaszcza takie z kosmosem na okładce lub takie, w których używa się słów „energetyka” i „wampiry energetyczne”. Wierz mi, że wszelkie ezoteryczne klimaty do mnie nie przemawiają. Dla książki Zelanda „Transerfing rzeczywistości” muszę jednak zrobić wyjątek, ponieważ ta pozycja naprawdę zmieniła moje życie. Wbrew pozorom nie jest to lektura dla nawiedzonych.

Dzięki tej książce zrozumiałam, że żeby mieć to co chcę, nie muszę z nikim rywalizować, walczyć o swoją pozycję, starać się dorównać innym ani też na siłę pokonywać swoich słabości.
Wystarczy po prostu zaakceptować aktualny stan rzeczy i zacząć działać w zgodzie ze sobą – bez oczekiwań i bez dokładnego planowania każdego kroku. Magia dzieje się wtedy, gdy po prostu zaczynasz działać, a jednocześnie odpuszczasz uparte dążenie do celu. Polecam Ci zacząć od 3 tomu, możesz posłuchać audiobooka za darmo na YouTube – link.

Podsumowując wpis, brak pomysłu na siebie to nie żadne przekleństwo czy porażka. Wręcz przeciwnie, fakt, że stanąłeś na skrzyżowaniu to Twoja szansa, by ruszyć we właściwym kierunku. Twoim zadaniem jest tylko wsłuchać się w siebie i dowiedzieć się, jaki to kierunek, a następnie zacząć działać – bez żadnych oczekiwań.

W zasadzie już możesz sobie pogratulować – zauważyłeś, że nie jesteś w tym miejscu, w którym chciałbyś być i zastanawiasz się, jak to zmienić. Większość ludzi nie ma odwagi się do tego przyznać, nawet sami przed sobą. Po prostu realizują jakiś z góry przyjęty scenariusz, nawet jeśli ten ich samych nie uszczęśliwia. Nie bój się postawić na swoją indywidualność, bądź wdzięczny za to co już masz, a wszystko będzie dobrze. 🙂

Author

Cześć! Mam na imię Jola. Jestem specjalistką ds. content marketingu i copywriterką z ponad 6-letnim doświadczeniem. Specjalizuję się w prowadzeniu blogów firmowych i tworzeniu tekstów zgodnych z SEO. Na swoim blogu poruszam zagadnienia związane z marketingiem, copywritingiem i blogowaniem.

Napisz komentarz